KONKURS NA PROJEKT ZNACZKA POCZTOWEGO

KONKURS NA PROJEKT ZNACZKA POCZTOWEGO

Zapraszamy do udziału w konkursie plastycznym na projekt znaczka pocztowego ŚWIAT OCZAMI MŁODYCH.

Tematem przewodnim czwartej edycji konkursu, organizowanego przez Fundację Banku Ochrony Środowiska i Pocztę Polską, jest WOLONTARIAT.

Trzy najlepsze prace oraz nazwiska laureatów znajdą się na znaczkach pocztowych, które zostaną wprowadzone do obiegu jesienią 2020 roku.

Adresaci to dzieci i młodzież w wieku 7-19 lat.

Zadanie konkursowe:

przygotowanie projektu znaczka pocztowego, który przedstawiać będzie wolontariat w różnych aspektach:
idee jakie ze sobą niesie, przykłady działań wolontariackich,
a także korzyści zarówno dla beneficjentów, jak i samych wolontariuszy.

Praca powinna być ilustracją do hasła „Wolontariat”.

FORMAT: A4 (29,7 cm szerokości i 21 cm wysokości) w orientacji poziomej.

TECHNIKA: pracę należy wykonać ręcznie na papierze, dowolną techniką, która nie będzie przestrzenna, np. farbami, kredkami, ołówkiem itp.
Praca musi dać się zeskanować.

NA PRACY NIE WOLNO UMIESZCZAĆ:
-ramki
-napisów
-podpisu autora
-nominału znaczka
-napisu „Polska”
-napisu „PWPW”
-znaków towarowych, logotypów

Zdjęcia prac można nadsyłać do 22 maja 2020 r. do opiekuna Szkolnego Klubu Wolontariatu Renaty Klepacz
za pośrednictwem maila (renata.klepacz@zslekaopatowska.pl) lub poprzez platformę TEMAS.

Prace, które zostaną wybrane do kolejnego etapu konkursu będą skanowane i wysyłane do organizatorów więc prosimy zachować wszelkie wytyczne.
W pierwszym etapie szkolnej komisji wystarczy zdjęcie pracy lecz kiedy praca zakwalifikuje się do kolejnego etapu będziemy odbierać prace od uczniów i skanować do wysyłki.

Zachęcamy do udziału 🙂

Podziel się sercem na walentynki czyli „Razem dla Frania”

Podziel się sercem na walentynki czyli „Razem dla Frania”

Serdecznie zapraszamy do udziału w akcji „RAZEM DLA FRANIA” organizowanej przez Szkolny Klub Wolontariatu. Dnia 13 i 14 lutego będzie można zakupić długopis-cegiełkę w cenie 5 zł. Dochód ze sprzedaży długopisów zostanie przelany na konto Frania na Siępomaga.pl.

Kilka słów o chorobie Frania.

Franek niedawno skończył roczek, a już musi toczyć nierówną walkę z przerażającą chorobą. Trzy słowa zmieniły nasze życie w walkę o każdy dzień. To najważniejsza i najtrudniejsza walka – batalia o śmierć i życie. Mamy tylko kilkanaście miesięcy na uzbieranie ogromnej, niewyobrażalnej kwoty!

_____

Narodziny Franka były spełnieniem marzeń. Wyczekany, silny chłopiec, którego uśmiech rozjaśniał każdy nasz dzień. Mijały dni, tygodnie, a macierzyństwo okazywało się coraz większą przygodą. Miałam wrażenie, że wszystko się zmieniło, ale wtedy nie spodziewałam się, że zmiana będzie tak diametralna. Że codzienną radość zamieni obawa, zabawę na rehabilitację, domowe otoczenie na niemalże szpitalne warunki. 

Długo nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Franek miał 3 miesiące, kiedy jego mięśnie zaczęły słabnąć. Nie podnosił główki, nie ruszał rączką. Pełna obaw zaczęłam szukać przyczyny. Wstępne badania, pierwsze wizyty lekarskie nie wykazały nic niepokojącego. Lekarz zalecił rehabilitację. Więcej mieliśmy dowiedzieć się za kwartał, byłam przekonana, że właśnie zaczęliśmy drogę do sprawności. 

Przez chwilę wydawało się, że jest lepiej. Franio nieznacznie zaczął poruszać rączką. Pojawiła się tylko po to, by została w tragiczny sposób wydarta i zdeptana. Podczas kolejnej wizyty nad moim dzieckiem zebrało się grono lekarzy, rozpoczęło się zamieszanie, badania, procedury. Dostałam skierowania, które miały ostatecznie potwierdzić podejrzenia specjalistów. Dopiero po kilku tygodniach oczekiwania na wyniki dowiedziałam się, że każdy dzień mojego synka zbliża go do śmierci… Rdzeniowy zanik mięśni typu 1 odbiera mi dziecko kawałek po kawałku. Odbiera mu możliwość ruchu, zabija odporność, wyłącza funkcje życiowe. A mi matce każe patrzeć na spustoszenie, okropny ból i cierpienie. Choroba została wykryta między 8 a 9 miesiącem, bardzo późno. Tym samym odebrano nam szansę na podjęcie działania wcześniej, kilka ważnych miesięcy wyrwanych z poszukiwania ratunku. 

Kiedy usłyszałam diagnozę, nie do końca wiedziałam, co się stało, z czym to się wiąże. Pierwsze wyniki wyszukiwania w internecie zwaliły mnie z nóg. Nagle dowiedziałam się, że dni mojego dziecka są policzone, że leczenie refundowanym lekiem to doraźne rozwiązanie. Zatrzyma chorobę, ale nie da mojemu dziecku zdrowia. Każda dawka leku jest ściśle określona, a pominiecie wiąże się z tragicznymi skutkami… 

Pobyty w szpitalu, regularna rehabilitacja, odsysanie wydzieliny. Nie wiedziałam, że potrafię to robić. Od początku choroby przekonuję się o tym, że nie ma takiej rzeczy, której nie podejmie się matka walcząca o życie własnego dziecka. Jestem wykończona. Może nie fizycznie, choć też, ale psychicznie, bo paraliżujący strach towarzyszy mi każdego dnia. Podczas drzemki zaglądam z obawą do pokoiku, by sprawdzić, czy wszystkie urządzenia działają prawidłowo. Nie dla nas wyjścia i spotkania rodzinne, bo przede wszystkim musimy chronić Frania przed zarazkami i bakteriami, które stanowią śmiertelne zagrożenie. Żyjemy w więzieniu stworzonym przez chorobę. 

Kiedy dowiedziałam się o terapii genowej przez chwilę wyobrażałam sobie Frania jako zdrowego chłopca, który dzień za dniem rozwija się jak jego rówieśnicy. Tylko przez chwilę, bo dotarło do mnie jaka jest cena ratowania mojego dziecka… Kwota jest porażająca! Życie Frania zostało wycenione na ponad 9 milionów złotych. To najdroższa terapia na świecie! Gdyby rok temu ktoś powiedział mi jakiej sumy będziemy potrzebować, nie uwierzyłabym. Dziś nie mam wyboru. Desperację i strach muszę zamienić w walkę o życie i zdrowie mojego dziecka. 

Dostępne, refundowane leczenie może powstrzymać postęp choroby, ale kiedy pojawia się szansa na zatrzymanie jej rozwoju, musimy podjąć tę próbę.  Na ostatnie pożegnanie własnego dziecka nie da się przygotować. Ta kwota wydaje mi się nierealna tak bardzo jak wycieczka na księżyc, ale muszę spróbować ją zebrać. By móc sobie spojrzeć w oczy, w przyszłości i spełnić obietnicę, którą dałam synkowi, że zawalczę o jego zdrowie.45

Nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo. Wiedziałam, że czekają nas wyzwania, ale nie przypuszczałam, że stanę przed najważniejszym zadaniem swojego dotychczasowego życia. Obserwowanie jego cierpienia łamie mi serce. W nocy boję się spać, w dzień cały czas obserwuję, co się dzieje. A później korzystam z każdej chwili, bo nie wiem, ile uśmiechów Frania będzie dane mi zobaczyć… 

Wiem, że proszę o niemożliwe. Ta kwota zwala z nóg, ale wierzę, że może się udać. Nic innego mi nie pozostało. Moje dziecko zasługuje na życie bez bólu, choroby, przerażenia w oczach. “To nie czas na niebo, kochanie” – powtarzam mu to każdego dnia.

„Pomocna dłoń” na Święta.

„Pomocna dłoń” na Święta.

W jaki sposób można okazać dobre serce? Przez życzliwe słowo, uśmiech lub przez drobny gest, który dla drugiej osoby może znaczyć wiele. Dzięki akcji „Pomoca dłoń” społeczność szkolna pokazała, że warto pamiętać o drugim człowieku, szczególnie w tym przedświątecznym czasie. Każda z klas przygotowywała świąteczną paczkę. Uczniowie przynosili produkty spożywcze, które mogą się przydać na święta i nie tylko. W akcji wzięła udział zerówka oraz klasy I-VIII.

Dzięki wielkiemu sercu wszystkich darczyńców udało się obdarować osoby samotne lub potrzebujące z terenu naszej gminy, do których dotarli nasi wolontariusze.

Uczniowie klas I-III dodatkowo utworzyli słodkie paczki, które zostały przekazane do Domu Pomocy Społecznej w Rzetni. 

Mikołajkowy prezent dla podopiecznych Domu Dziecka w Ostrzeszowie oraz  „Pomocna dłoń” to akcje, które wpiasały się w propagowane przez  Ministra Edukacji Narodowej działania pod wspólnym hasłem „Razem na Święta”.

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczylili się do realizacji tych działań. Wspólnie pokazaliśmy, że razem można zdziałać wiele dobrego. Najlepszą nagrodą był każdy uśmiech i życzliwe słowo ze strony obdarowanych.